Witam Państwa na stronie, poświęconej mojemu pięknemu miastu, usytuowanemu
pośród Kocich Pagórków – Trzebnicy. Znajdziecie tutaj wiele informacji o
regionie trzebnickim, fotografie oraz pocztówki. Serwis ten stworzyłem,
ponieważ zawsze interesowała mnie historia mojego regionu, poza tym jestem
studentem Turystyki i Rekreacji i uważam, iż nasze pięknie położone miasto
z ogromnymi walorami turystycznymi jest słabo, nie bałbym się stwierdzić, że
w ogóle promowane. Zapraszam do miłej lektury. P.S. Koniecznie proszę
pozostawić po sobie ślad, wpisując się do książki gości. Osoby, które są
zainteresowane współpracą zapraszam do działu autor.
Łukasz
Dobrosielski
:: Powiat trzebnicki Oborniki Śląskie
Trzebnica
Prusice
Wisznia Mała
Zawonia
Żmigród
:: Trzebnica
Dzieje Trzebnicy
Ślady osadnictwa
sprzed 500 tys. lat
Na starej fotografii
::
Kultura
Zespół Pieśni i Tańca
"Trzebnica"
Kapela „Marciny” Trzebnicki
Teatr "Przełom"
Zespół Placówek Kultury
Trzebnicka Orkiestra Dęta
Za
nami kolejny rok szkolny, czas wypełniony nauką, pracą, rozlicznymi obowiązkami.
Brak czasu wolnego, ciągły pośpiech, hałas na ulicy, w szkole, w domu,
przebywanie w czterech ścianach pokoju, telewizja, komputer, Internet, mało
ruchu na świeżym powietrzu. Przed nami upragnione wakacje, czas urlopu i
wypoczynku.
Odpoczynek jest prawem i
potrzebą każdego człowieka, ma służyć regeneracji sił fizycznych i
duchowych. To od nas zależy, jak wykorzystamy czas wakacji - czy spędzimy
go dla naszego pożytku i innych ludzi, czy też "byle jak". To ma
być czas dla siebie, rodziny, przyjaciół, wypełniony innymi zajęciami
niż te, którymi zajmowaliśmy się przez cały rok - dużo ruchu i aktywności
własnej. To ma być czas na czytanie, obejrzenie dobrego filmu, wysłuchanie
koncertu, na refleksję i budowanie własnego człowieczeństwa. To ma być
czas odkrywania i podziwiania piękna przyrody, poznawania zabytków
historycznych, zabytków kultury i sztuki. Wakacje to czas przebywania na
koloniach, obozach, wędrówkach, poznawania nowych osób i nowych miejsc.
Ciekawość otaczającego nas świata, szerokie zainteresowania wykluczają
poczucie nudy w czasie wakacji. Trzeba mieć pomysł na wakacje, bo umiejętnie
zaplanowany i zorganizowany wypoczynek ma wzmacniać nasze siły fizyczne i
duchowe, służyć rozwojowi i samowychowaniu.
Wybierając się na wakacje warto odwiedzić następujące serwisy:
www.wakacje.pl
www.wczasy.pl
www.urlop.pl
www.spanie.pl
www.naszewczasy.pl/
www.agroturystyka.pl/
26-letni wrocławianin, któremu sąd rejonowy odebrał już prawo jazdy, po pijanemu zabił na drodze 4 osoby.
Tylko on przeżył
Przez głupotę pijanego kierowcy
odeszły nasze koleżanki...
Miał 3,25 promila alkoholu we krwi. Mimo to Maciej G. wsiadł do samochodu. W drodze z Sułowa do Wrocławia spowodował śmiertelny wypadek. Sam z obrażeniami nie zagrażającymi życiu trafił do szpitala
Kilkanaście minut po godzinie 3 w nocy policjanci z trzebnickiego komisariatu zostali wezwani do wypadku pod Wisznią Małą. – Nasi funkcjonariusze zastali zmasakrowane ciała i płonący samochód – opowiada starszy aspirant Iwona Mazur z trzebnickiej komendy.
Maciej G. wracał z Sułowa z imprezy u znajomych. Mimo że był kompletnie pijany, wsiadł za kierownicę swojego mercedesa. Jak się okazuje, w ogóle nie powinien prowadzić samochodu. Jak się okazuje w ogóle nie powinien siadać za kierownicą. W 2003 roku sąd rejonowy ukarał Macieja G za jazdę po pijanemu na motocyklu. Wpadł podczas rutynowej kontroli. Miał ponad 3 promile alkoholu. Sąd zabrał mu prawo jazdy na trzy lata i skazał na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata.
Do domu, do Wrocławia, Maciej G. zabrał ze sobą znajomego, 24-letniego Marcina M.
Maciej G. jechał bardzo szybko. Na drodze krajowej nr 5 pod Wisznią Małą, między Trzebnicą a Wrocławiem, na prostym odcinku drogi, stracił panowanie nad samochodem.
Zjechał na pobocze i wpadł w poślizg, mimo że droga była sucha, a widoczność bardzo dobra. Jego mercedes znalazł się na przeciwległym pasie ruchu. Uderzył prawym bokiem w poloneza trucka jadącego w stronę Trzebnicy. Odbił się od niego i wjechał w inny samochód. Kierowcą poloneza była 22-letnia Anna C. Nie miała żadnych szans. Ani ona, ani jej starszy 27-letni brat Marcin i 21-letnia przyjaciółka Aleksandra Z., którzy z nią jechali. Cała trójka zginęła na miejscu.
Maciej G. zdołał wydostać się z samochodu, który zaczął się palić. W środku został jego znajomy. Spalił się żywcem.
Maciejowi G. zostanie najprawdopodobniej postawiony zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci i prowadzenia pod wpływem alkoholu. Grozi mu do 12 lat więzienia.
Rocznica
uchwalenia Konstytucji 3 Maja
3 maja
w naszym mieście odbyły się uroczystości poświęcone bardzo ważnemu
wydarzeniu w życiu Polski - uchwaleniu Konstytucji 3 Maja. Ok. godz. 11 mieszkańcy,
przedstawiciele władz, szkół oraz zakładów pracy zebrali się na rynku. Skąd
przemaszerowali ulicami miasta z naszą wspaniałą, zawsze wierną Trzebnicką
Orkiestra Dęta na czele pod pomnik II Armii Wojska Polskiego. Następnie w
Bazylice św. Jadwigi odbyła się uroczysta msza święta, a potem odbyły się
główne uroczystości pod krzyżem Katyńskim na placu przed Bazyliką.
Matejko - Konstytucja 3
Maja
Konstytucja 3
Maja, ustawa zasadnicza z 1791 uchwalona na Sejmie Czteroletnim przez
stronnictwo patriotyczne jako rezultat kompromisu ze stronnictwem królewskim, będąca
wynikiem dążeń do naprawy stosunków wewnętrznych w Rzeczpospolitej po I
rozbiorze, ustalająca podstawy ustroju nowożytnego w Polsce.
Postanowienia konstytucji
Jej wstępnym etapem było Prawo o sejmikach z 24 III 1791 oraz Prawo o miastach
(królewskich) z 18 IV 1791. Pozostawiała ustrój stanowy, z pewnymi drobnymi
zmianami: znacznie uszczuplono wpływy magnaterii na elekcję, Senat i zarząd
kraju, wykluczając z sejmików szlachtę nieposesjonatów, stanowiącą
najgorliwszą klientelę magnatów. W prawie wyborczym feudalny cenzus urodzenia
szlacheckiego zastąpiono burżuazyjnym cenzusem posiadania. Mieszczanom
zatwierdzono prawo nabywania dóbr i uzyskiwania nobilitacji.
Sprawa włościańska
Utrzymując poddaństwo Konstytucja pozbawiała szlachtę prawa najwyższej
zwierzchności wobec poddanych, przyjmując ich "pod opiekę prawa i rządu
krajowego". Indywidualne umowy chłopów z dziedzicami o zamianę pańszczyzny
na czynsz teraz nie mogły już być samodzielnie unieważniane przez szlachtę.
Reformy państwowe
Postanowienia Konstytucji centralizowały państwo, znosząc odrębność między
Koroną i Litwą, wprowadzając jednolity rząd, skarb i wojsko. Za religię
panującą uznano katolicyzm, przy zupełnej tolerancji innych, uznanych przez
państwo wyznań. Konstytucja wprowadziła trójpodział władzy: władzę
ustawodawczą miał sprawować dwuizbowy Sejm, składający się ze
szlachty-posesjonatów (204 posłów) i 24 plenipotentów miast.
Zmniejszono znacznie rolę Senatu, instrukcje poselskie, konfederacje i liberum
veto zostały zniesione, decyzje miały zapadać zwykłą większością głosów.
Kadencja Sejmu trwała 2 lata, posiedzenia zwoływane były w razie potrzeby, co
25 lat miano zwoływać Sejm w celu poprawy konstytucji. Władzę wykonawczą
przyznano królowi wraz z Radą, tzw. Strażą Praw, złożoną z prymasa i 5
ministrów: policji, pieczęci, czyli spraw wewnętrznych, interesów
zagranicznych, wojny i skarbu, mianowanych przez króla. Ministrowie odpowiadali
przed Sejmem za podpisane przez siebie akty. Król był przewodniczącym Straży,
miał prawo nominacji biskupów, senatorów, ministrów, urzędników i
oficerów, w razie wojny sprawował naczelne dowództwo nad wojskiem.
Zniesiono wolną elekcję, po śmierci Stanisława Augusta tron miał być
dziedziczny, tylko w razie wymarcia rodziny królewskiej szlachta miała wybierać
nową dynastię. Konstytucja zapowiadała reorganizację sądownictwa, postulując
konieczność stworzenia stale urzędujących sądów ziemskich i miejskich oraz
sprawujących nad nimi nadzór w drugiej instancji Trybunałem Koronnym i sądem
asesorskim.
Próba przeprowadzenia reform została przekreślona już w połowie 1792.
Przyczyniła się do tego Targowica i wkroczenie wojsk rosyjskich do
Rzeczpospolitej. Konstytucja 3 Maja była drugą na świecie (po Stanach
Zjednoczonych) ustawą regulującą organizację władz państwowych, prawa i
obowiązki obywateli. Była wielkim osiągnięciem narodu chcącego zachować
niezależność państwową, zabezpieczała możliwość rozwoju gospodarczego i
politycznego kraju.
Do tradycji trzeciomajowych nawiązywały później różne kierunki polityczne,
dosyć dowolnie interpretując idee ustawy zasadniczej z 1791.
Ku pamięci Pionierom Ziemi
Trzebnickiej W tym roku przypada
sześćdziesiąta rocznica powrotu Polaków na ziemie praojców. Z tejże okazji
w naszym mieście w dniach 20-22 zorganizowano uroczystości, aby uczcić pamięć
Pionierów Ziemi Trzebnickiej, którzy przed laty przyjechali w te strony aby
osiedlić się pośród „Kocich Pagórków”. Uroczystości rozpoczęły się
uroczystą Mszą Świętą w Bazylice św. Jadwigi, którą poprowadził ksiądz
biskup Józef Pazdur, po czym nastąpił przemarsz ulicami miasta z Trzebnicką
Orkiestra Dętą na czele na Plac Pionierów Ziemi Trzebnickiej. W Trzebnickim Ośrodku
Kultury została otwarta wystawa, ku pamięci Pionierów Ziemi Trzebnickiej.
Pionierzy otrzymali również pamiątkowe dyplomy i odznaczenia. Uroczystości
miały charakter niezwykle podniosły. Z pewnością na długo pozostanąw naszej pamięci...
Papież Benedykt XVI był w
Trzebnicy
Benedykt XVI odwiedził
Trzebnicę 12 września 1980 roku wraz z delegacją Episkopatu RFN.
Dnia 27 października 1980 roku został odznaczony doktoratem
HONORIS CAUSA na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu.
8 marca Międzynarodowy Dzień
Kobiet
Dzień Kobiet inaczej zwany Międzynarodowym
Dniem Kobiet, wcale nie jest obchodzony na całym świecie. W Polsce również
coraz mniej ludzi obchodzi to święto. Nie kojarzmy tego święta z okresem
komunizmu!!! Jest to święto Kobiet, najcudowniejszych istot na całym, świecie,
a wywodzi się ze starorzymskich świąt zwanych Matronalia.
Mantronalia było obchodzone 1
Marca jako oddanie czci bogini poczęcia Juno Lucina. Kobiety w starożytnym
Rzymie szły do jej świątyni, a mężczyźni obdarowywali swoje małżonki
prezentami. W tym dniu również następowała zmiana ról jeżeli chodzi o służbę.
Kobiety w tym dniu służyły swojej służbie żeńskiej.
W okresie komunizmu zaczęto obchodzić to święto, gdyż jak najbardziej
wskazane było uczczenie kobiet proletariatu, gdzie każda pracownica dostanie
kawę i tulipana. Nie można jednak temu staremu świętu nadawać znaczenia
komunistycznego. Poprostu czczijmy kobiety i to nie tylko 8 marca.
14 luty Walentynki 2005
W środku zimy, 14 lutego,
obchodzimy od niedawna nowe dla naszej kultury święto - Walentynki. Na
zachodzie Europy Walentynki obchodzone są, co najmniej od XV w., zaś u nas
zakochani w tym czasie świętowali w czerwcu, w wigilię św. Jana, w noc świętojańską.
Walentynki najbardziej są obchodzone w USA i Anglii. Tego dnia zakochani, i młodsi
i starsi, obdarowują się drobnymi prezencikami, oraz wyznają sobie miłość
wysyłając kartki z życzeniami, tzw. Walentynki. Takie kartki - walentynki
(najczęściej spotykany kształt i motyw na kartce to serce) powinny być
anonimowe, podpisane tylko jako "Twój Walenty" lub "Twoja
Walentynka", ale naprawdę zakochani łatwo orientują się, kto przysłał
to wyznanie miłosne. Walentynki to również dobra okazja do okazania uczuć
przez osoby nieśmiałe - można wysłać sympatyczną kartkę Walentynkę z
serduszkami... i czekać na reakcję obdarowanej osoby, może miłość zostanie
odwzajemniona! Walentynki to nowe dla nas święto, ale bardzo miłe, bo o miłość
warto zabiegać nie tylko w Walentynki!
Wielka Orkiestra Świątecznej
Pomocy 2005 r.
Ponad 23 mln 218 tys. zł zebrano
podczas niedzielnego XIII Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy -
poinformował w poniedziałek na konferencji prasowej w Warszawie wiceprezes
zarządu Fundacji WOŚP, kardiochirurg Bohdan Maruszewski.
Cały czas trwa liczenie zebranych pieniędzy; nie zakończyły się jeszcze
aukcje internetowe na portalu Allegro. Ostateczna suma będzie znana do końca
lutego.
XIII Finał WOŚP odbył się w niedzielę w całym kraju, a także za granicą,
m.in. w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech i polskiej strefie
wojskowej w Iraku. Zebrane podczas XIII Finału pieniądze zostaną przeznaczone
na zakup sprzętu diagnostycznego w neonatologii (leczenie noworodków i wcześniaków)
i pediatrii. Nowy Rok 2005
1 stycznia -
Światowy Dzień Walki z AIDS
Każdego
dnia 8.000 osób umiera z powodu AIDS. 6 milionów chorych potrzebuje
leczenia, żeby przeżyć. 1 grudnia to Światowy Dzień AIDS.
Niestety, ponieważ 95 proc. z 42 milionów nosicieli HIV żyje w ubogich
krajach, jedynie 1 proc. spośród nich korzysta z leczenia
antyretrowirusowego (ARV). Jest to rezultat zbyt wysokich cen leków, jak
również zbyt małej ilości personelu medycznego i sprzętu.
Odnotowane zostały pewne postępy, do których można zaliczyć następujące
dokonania:
Światowa Organizacja Zdrowia zamierza do roku 2005 objąć leczeniem 3
miliony chorych;
Podjęte zostały inicjatywy takie, jak umowa podpisana między Fundacją
Clintona i czterema producentami leków generycznych, dzięki której cena
terapii trzylekowej została obniżona o 30-50 proc.
Niektóre prywatne firmy, widząc straty ekonomiczne powstające z powodu
AIDS, same zaproponowały leczenie swoim pracownikom.
Lekarze Bez Granic (MSF) także dołączyli kilka lat temu do walki z
AIDS. Obecnie ponad 10.000 ich podopiecznych jest poddanych terapii
trzylekowej. Zorganizowali leczenie w 18 krajach. Co miesiąc, w każdym z
tych państw, setki chorych dołączają do grupy leczonych.
WALIM Niezwykłe,
magiczne miejsca... Wycieczka w Góry Sowie
15
listopada wybrałem się wspólnie z Iwonką na wycieczkę w Góry
Sowie do miejscowości Walim. Pierwszy dzień spędziliśmy na wędrówkach
po górach. Mieszkaliśmy w malowniczo położonym gospodarstwie
agroturystycznym "NA WZGÓRZU", gdzie panowała niezwykła
atmosfera. Kolejne dni poświęciliśmy na zwiedzanie podziemnych
kompleksów "OLBRZYM". To co zobaczyliśmy-przeszło
nasze najśmielsze oczekiwania...
TROCHĘ HISTORII
Był
15 wrzesień 1943 roku. W siedzibie OT (Organizacji Todt) nad
jeziorem Moysee w pobliżu Wilczego Szańca koło Kętrzyna-
Kwatery Głównej Hitlera spotkali się ówczesny minister
uzbrojenia III Rzeszy Albert Speer, szef centrali OT Xawer Dorsch
i nadinspektor budowlany Leo Müller. Do spotkania doszło w
wyniku, podjętej parę dni wcześniej, decyzji Hitlera o budowie
nowej Kwatery Głównej (FHQ) na Dolnym Śląsku. W wyniku ustaleń
podjętych 15 września 1943 roku, już 1 listopada 1943 roku na
południowy wschód od Bad Charlottenbrunn (Jedlina Zdrój), w
Górach Sowich rozpoczęły się prace przy jednym z największych
przedsięwzięć budowlano- górniczych II wojny światowej.
Rozpoczęła się budowa o kryptonimie „Riese”, czyli
„Olbrzym”. Tu, w mocno pofałdowanych, zalesionych górach miały
powstać potężne, podziemne, odporne na bombardowania
pomieszczenia dla Hitlera, dla dowództwa wojsk lądowych (OKH),
lotniczych (OKL), dla Reichsführera SS, dla ministra spraw
zagranicznych, pomieszczenia dla obsługi i ochrony. Jak pisze X.
Dorsch miało tu znaleźć schronienie 20 tysięcy ludzi. Jeszcze
ciekawszą informację podaje Anthon Dalmus- główny energetyk
„Riese”- miało tu zamieszkać około 40 tysięcy ludzi.
Niewiarygodne!?
Hitler musiał interesować się budową, gdyż już 10 listopada
1943 roku w Górach Sowich zjawił się jego adiutant Nicolaus von
Below. Historyk niemiecki prof. Seidler pisze, że równocześnie
z kwaterą główną Hitlera miał w Górach Sowich powstać potężny,
podziemny obiekt przemysłowy- drugi co do wielkości po
podziemnym kompleksie „Dora” w Górach Harzu ( produkowano tam
rakiety V1 i V2). Nie wiadomo jednakże, co miano tam produkować:
myśliwiec odrzutowy Me- 262, czy też rakietę A4 (V2). Przedsięwzięcie
„Olbrzym” (org. „Riese”) otrzymało najwyższy priorytet w
III Rzeszy. Plany budowy powstały w pracowni prof. Herberta
Rimpla mieszczącej się w Berlinie przy Klosterstrasse 80/82. W
pierwszej fazie budowy pracami zajmowała się Śląska Wspólnota
Przemysłowa z siedzibą w willi Erica w Jedlinie Zdroju. Do prac
zatrudniano robotników przymusowych z całej Europy. Śląska
Wspólnota Przemysłowa nie miała doświadczenia w tego rodzaju
pracach. Na przełomie roku 1943/44 w obozach robotników
przymusowych wybuchła epidemia tyfusu. Oprócz tego na budowie
panowała olbrzymia korupcja. To wszystko spowodowało, że roboty
postępowały bardzo wolno. Wiosną 1944 roku do kontynuacji prac
wyznaczono Organizację Todt. Nadzór nad całością prac
powierzono architektowi, Hauptsturmführerowi SS, dr. Siegfridowi
Schmelcherowi. Kierownikiem budowy został Oberbaurat Mayer. Na
siedzibę dyrekcji wybrano pałac rodziny von Pucklerf znajdujący
się na obrzeżu Gór Sowich w Jedlince ( Tannhausen). Oczywiście
tak wielkie przedsięwzięcie budowlane wymagało ogromnych nakładów
finansowych, ogromnych ilości sprzętu specjalistycznego, materiałów
budowlanych, wybuchowych, no i oczywiście specjalistów
budowlanych, górniczych i wreszcie zwykłych robotników. Źródłem
darmowej siły roboczej stał się Obóz Koncentracyjny Gross
Rosen. W okolicy Głuszycy i Walimia powstaje najpierw pięć, a
później ( wiosną i latem 1944r. ) jeszcze siedem obozów pracy
(Arbeitslager- AL.).
Jak już napisałem Hitler żywo interesował się postępem prac
przy swojej nowej Kwaterze Głównej. Von Below w ciągu roku dwa
razy odwiedzał teren budowy. Częstymi gośćmi byli tu
nadinspektor budowlany z ramienia OT Müller i dr. Schmelcher. 28
stycznia 1945 roku budowę kontrolował Xawer Dorsch. 20 czerwca
1944 roku Speer informuje Hitlera, że przy rozbudowie jego
Kwatery Głównej pracuje aktualnie 28 tysięcy robotników. W piśmie
do adiutanta Hitlera do spraw Wehrmachtu z 22 września 1944 roku
Speer pisze, cyt. : „ na budowę schronów w Kętrzynie wydano
36 mln RM, na schrony w Pullach koło Monachium, które zapewniały
bezpieczeństwo Hitlerowi w czasie jego pobytów Monachium- 13 mln
RM, na zespół schronów „Olbrzym” (Riese) koło Bad
Charlottenbrunn- 150 mln RM. Do wykonania tych budów potrzeba było,
według mojego pisma, 257 tysięcy m3 betonu zbrojonego stalą (łącznie
z niewielką ilością zwykłego muru), 213 tysięcy m3 tuneli, 58
km dróg z 6 mostami, 100 km rurociągów. Tylko na sam projekt
„Olbrzym” („Riese”) zużyto więcej betonu, niż w 1944
roku przyznano dla całej ludności na budowę schronów.”
Prace w Górach Sowich trwały do lutego –marca 1945 roku. Po
wyzwoleniu na tereny te wkroczyły odziały Armii Czerwonej.
Rozpoczął się wywóz maszyn, urządzeń, materiałów
budowlanych do Związku Radzieckiego. Wstęp na teren budowy o
kryptonimie „Olbrzym” był w tym czasie w zasadzie zabroniony.
Dlatego dzisiaj jest nam bardzo trudno odpowiedzieć na pytanie co
i gdzie rzeczywiście zdołali Niemcy wybudować i wydrążyć. Co
zostało zniszczone lub ukryte i zamaskowane przez samych
Niemców, a co zniszczyli Rosjanie lub nasze wojsko albo polskie służby
bezpieczeństwa. Po latach, które minęły od zakończenia II
wojny światowej, w wyniku prac m.in. Jacka Wilczura, Jerzego
Cery, Mariusza Aniszewskiego, Dariusza Korólczyka i wielu wielu
innych znamy obecnie stosunkowo dobrze 7 podziemnych kompleksów.
Są
to: Zamek Książ, Jugowice, Włodarz, Rzeczka, Soboń, Osówka,
Gontowa
Łączna objętość tych obiektów nie przekracza 100 tys. m3.
Bardzo przybliżone wyliczenie ilości zużytego betonu dają nam
liczbę około 70 tys. m3. W porównaniu do danych jakie podaje A.
Speer „brakuje” nam ponad 100 tys. m3 tuneli i 180 tys. m3
betonu. Zetknąłem się z opiniami, że Albert Speer uprawiał
tzw. propagandę sukcesu. Otóż w trakcie pobytu Speera w więzieniu
Spandau, dziennikarz, który przeprowadzał z nim wywiad, wyraził
podobną wątpliwość co do wyliczeń podanych przez niego na
naradzie u Hitlera. Speer odpowiedział, że Hitler był człowiekiem,
którego nie wolno było okłamywać. Potrafił sam pojechać na
miejsce budowy i sam wszystko sprawdzić. Powstaje więc pytanie:
gdzie znajdują się tysiące metrów sześciennych podziemnych
korytarzy, hal, tysiące metrów sześciennych betonu? Te pytania
pozostają na razie bez odpowiedzi.
Prace przy Bauvorhaben „Riese” odbywały się w ścisłej
tajemnicy. Teren budowy o powierzchni ok. 35 km2 był obszarem
zamkniętym (Sperrgebiet). Wstęp dozwolony był tylko za
okazaniem specjalnej przepustki. Praca trwała dwadzieścia cztery
godziny na dobę. Bez przerwy ze stacji w Olszyńcu i w Głuszycy
Górnej wyjeżdzały transporty z materiałami budowlanymi,
maszynami i urządzeniami potrzebnymi na budowie oraz sprzętem i
wyposażeniem dla gotowych obiektów.
Jak już napisałem oficjalne, niemieckie źródła (bardzo
skromne),podają, że przedsięwzięcie budowlane Olbrzym rozpoczęło
się jesienią 1943r. Ta data pozostaje w sprzeczności z tym, co
udało mi się przez lata moich badań ustalić.
Otóż Niemcy, którzy przed wojną mieszkali na tych terenach często
w rozmowach ze mną mówili, że na pewne obszary w rejonie masywu
Włodarza już przed rokiem 1943 wstęp był wzbroniony. Pan
Stanisław Suliga, robotnik przymusowy, twierdzi, że został
przywieziony do obozu w Kolcach pod koniec 1942 lub na początku
1943 roku i zaraz skierowano go do pracy przy drążeniu sztolni
(prawdopodobnie na Osówce). Nieżyjący już mieszkaniec Głuszycy,
z pochodzenia Włoch, mówił mi, że przyjechał tu w roku 1935
lub 1936. Z zawodu był górnikiem, specjalistą od robót
górniczych. Zatrudniono go w kamieniołomach w Głuszycy. W roku
1937 lub 1938, po podpisaniu zobowiązania do zachowania tajemnicy
wożono go (wraz z kilkoma innymi specjalistami od robót
górniczych) dwa- trzy razy w tygodniu w Góry Sowie, w okolice Włodarza,
gdzie pracował przy drążeniu sztolni.
Zastanawiam się, czy komuś zależy na tym, abyśmy za datę
rozpoczęcia robót uznali jesień 1943 roku. Jeśli tak, to
dlaczego?
Badacze zajmujący się zagadnieniami związanymi z budową o
kryptonimie „Riese” od lat dyskutują na temat przeznaczenia
obiektów budowanych w Górach Sowich. Ich zdania na ten temat często
bardzo się różnią. Mówi się, że miały to być:
- schrony dla Hitlera i jego najbliższych współpracowników,
- podziemne fabryki, (Me-262, V2),
- laboratoria chemiczne, biologiczne lub atomowe,
- zakłady badawcze i produkcyjne dla obiektów pionowego startu,
napędzanych m. in. silnikiem antygrawitacyjnym.
Co do jednego badacze są zgodni: czas w jakim trwała budowa, użyte
tu siły i środki pozwalają przyjąć, że musiano tu zbudować
o wiele więcej niż możemy dziś zobaczyć. Gdzieś w Górach
Sowich znajdują się doskonale ukryte i zamaskowane obiekty. Być
może stoją tam maszyny i urządzenia, które już pracowały, służyły
jakimś badaniom czy doświadczeniom. Oczywiście możliwe jest,
że ukryto tam depozyty muzealne lub bankowe. Możliwe, że
znajdują się tam ciała więźniów pracujących na tej budowie.
Wierzę, że niedaleki jest dzień kiedy uda
nam się odkryć tajemnicę...
"Są
ludzie, którzy zwykłymi rzeczami wypełniają ramy i ja na
to patrzę"
"Podróżowanie
bez ruszania się z miejsca"
Jesienny,
piątkowy wieczór i nasuwające się pytanie: Jak dobrze
wykorzystać wolny czas? Przypomniałem sobie, że kilka dni
temu dostałem zaproszenie na wystawę i pomyślałem, że
warto zobaczyć coś nowego stworzonego przez ludzi
podobnych do mnie.
Wernisaż odbył się 20 października br. roku w Obornickim
Domu Kultury w galerii "Kontrast". Organizatorem
wystawy była grupa artystyczna "FORMALINA", która
powstała w 1998 roku z inicjatywy ludzi zafascynowanych
fotografią. Impulsem do jej założenia była chęć
promocji działań artystycznych w czasach ciężkich dla
sztuki, a dla sztuki amatorskiej w szczególności. Obecnie
grupę reprezentują twórcy różnych kierunków sztuki,
zarówno profesjonalistów jak i amatorów. Pomimo różnorodnych
zainteresowań twórców obejmujących zarówno malarstwo,
rzeźbę, jak i fotografię, film, muzykę, całą grupę
jednoczy podobne spojrzenie na sztukę. Dokonania
artystyczne grupy obejmuje szereg wystaw indywidualnych i
zbiorowych, jak również koncerty, pokazy filmowe, co świadczy
o dojrzałości i wysokim poziomie artystycznym grupy.
Wystawę rozpoczęła krótka etiuda filmowa pt. "Podróżowanie
bez ruszania się z miejsca". Do odbioru filmu
przygotował publiczność autor-Artur Terlecki,
niekwestionowany znawca słowa. Reżyser, a zarazem,
scenarzysta podjął próbę oddania atmosfery dworca
kolejowego poprzez muzykę i taniec i jak sam mówi dworzec
jest wizytówką miasta, kraju, takim probierzem wszystkiego
czego można się po danym miejscu spodziewać. -„Jeśli
chcesz poznać jakieś miasto ,idź na tamtejszy dworzec
,tam zobaczysz jak się w danym mieście żyje”. Film
posiada wydźwięk głęboko filozoficzny. Pobudza szalenie
wyobraźnię, a piękna i wymowna muzyka, która mu
towarzyszy potęguje ten efekt. Film zrealizowany był na
dworcu kolejowym w Oslo. Etiuda ta, zaledwie kilkuminutowa
wywarła na mnie ogromne wrażenie.
Po projekcji filmu udałem się na drugą część wystawy,
która składała się z malarstwa, grafiki i fotografii.
Swoje prace w grupie malarskiej prezentowali: Joanna
Terlecka, Artur Terlecki i Robert Korzeniowski, a w grupie
fotograficznej: Michał Mucha, Piotr Rybałtowski i Artur
Korzeniowski.
Malarstwo zaproponowane przez autorów zaliczało się do
nurtu współczesnego, nie zawsze zrozumiałego dla zwykłego
odbiorcy.
Autorka prezentująca swoje prace na moje pytanie:
"Dlaczego Twoje obrazy są bez tytułów?"
odpowiedziała: "Chciałabym, aby moje obrazy miały
tyle tytułów ile osób się przy nich zatrzyma i popatrzy
na nie." Jeden z obrazów autorki zatytułowałbym
"Krzyk o pomoc", w kolorowych barwach, autorka
przedstawia ludzi zamkniętych w swoich domach – wieżach,
ignorujących wyciągnięte ręce proszące o pomoc. Obraz
bardzo wymowny do współczesnych czasów, gdzie
wszechobecna jest znieczulica. Obrazy Joanny Terleckiej
przesycone barwami, oryginalnymi kompozycjami i jak sama
autorka mówi, odzwierciedlające jej stan psychiczny.
"Malowanie jest jak wizyta u dobrego psychologa" -
tą dewizą się kieruje.
Prace Artura Terleckiego prezentowane na wystawie są
stworzone w technice mieszanej. Jest tu akryl na papierze z
umieszczonymi miniaturowymi fotografiami.
W pracach tych zauważyć można poszukiwanie formy i
koloru, dość ciekawe i inspirujące połączenie drobnych
zdjęć o różnej tematyce z przenikającymi się barwami.
Jeden z obrazów - choć nie wiem czy można tę formę tak
nazwać pt. „Mapa” w kolorach niebiesko-zielonych z
elementami bieli i czerni wygląda jak mapa zalesionych gór
otoczonych zbiornikiem wodnym , a umieszczona na środku
fotografia przedstawia kulę ziemską. W podobnej konwencji
prezentowane są pozostałe prace tego autora. Ta próba połączenia
formy jest bardzo trafiona, każde zdjęcie jest odpowiednio
dobrane do barwnego papieru i tworzą zgrabny duet. Osobno
raczej byłyby nic nie wartymi kartkami papieru.
Podobną próbę poszukiwania formy podjął Robert
Korzeniowski, przedstawił on obrazy na płótnie i grafikę.
Mogę powiedzieć, że do tych prac miałem stosunek obojętny,
ani nie wywarły na mnie ogromnego wrażenia, ani nie mogę
powiedzieć, że mi się podobały, może po prostu ich nie
rozumiałem.
Grupa fotograficzna zaprezentowała odbiorcy trzy nurty.
Piotr Rybałtowski prezentował czarno-białe fotografie z
fabryki lalek, jak sam autor powiedział niektóre z nich są
starsze od niego. Z moich obserwacji zdjęcia te są trochę
bez ducha - martwe. Nie przemawiały do mnie jako do
odbiorcy i nie zrozumiałem co autor chciał przez nie
powiedzieć. Gdyby umieszczono je w jakiejś kompozycji z
czymś żywym, z czym do czego można by odnieść matowość
nagich lalek miałoby to jakiś sens . Choć po
zastanowieniu to może lalki przedstawione przez autora są
odzwierciedleniem coraz bardziej martwego świata. To dość
daleka interpretacja, ale jedyna jak mi się nasuwa.
Kolejny z autorów, Artur Korzeniowski podjął nie lada próbę
zamknięcia w jednym ujęciu muzyka grającego na
instrumencie, chcąc uchwycić moment jak dźwięki wypełniają
duszę artysty. Czy autorowi się to udało? Na zdjęciach
czuć drżenie nut i przy dużej wyobraźni można usłyszeć
ton melodii.
Ostatnim z tej grupy jest Michał Mucha. Jego zdjęcia wywarły
na mnie ogromne wrażenie, są bliższe człowiekowi, bliższe
zwykłemu odbiorcy, fotografie zachwycały nie tylko
oryginalną tematyką, ale i pomysłowością. Autor wkroczył
w intymny świat ludzi. Uwieczniając jakiś moment z ich życia,
moment który zapewne im się już nie zdarzy i nie wiedząc
o tym stali się narzędziem w ręku fotografa. Widać, że
prezentowane zdjęcia zostały zrobione z pasją z wielkim
zaangażowaniem autora. Jest on moim zdaniem dobrym
obserwatorem i potrafi wychwycić moment, co dla fotografa
jest najcenniejszą umiejętnością.
Wystawy organizowane przez grupę "FORMALINA"
wpisały się na stałe w życie kulturalne mojego regionu.
Odbywają się regularnie i zawsze przyciągają wielu miłośników
sztuki. Tym razem było podobnie. Artyści ukazali poprzez
swoje prace samych siebie. Odsłonili skrawek swojej intymności.
Każdy z nich pokazał przybyłym na wystawę coś innego,
każdy z nich inaczej postrzega świat, inaczej go rozumie.
Rozmowa z autorami ukazała mi coś optymistycznego, że są
jeszcze młodzi ludzie którzy potrafią się zjednoczyć w
grupę i zrobić coś pożytecznego nie tylko dla siebie.